Bywszy u fryzjera w lokalnym centrum handlowym zobaczylam u jubilera zegarek, ktory bardzo mi sie spodobal i mial bardzo ladna cene (1299). Cene przyjelam ze zrozumieniem ("ladny zegarek to widac musi kosztowac"), pomyslalam sobie, ze kiedys, jak bede wiecej pracowac/za wiecej kasy etc. to sobie na taki zbytek pozwole.
Nastepnego dnia zrobilam research w necie, znalazlam taki egzemplarz za 98 eur + 20 eur shipping (WTF??), ale pomyslalam "a jak sie zepsuje etc. to jak bede dochodzic gwarancji z Holandii", poza tym stracil dla mnie ten posmak luksusu. Wybralam sobie do sklepu, tam pietrzyly sie jak zwykle zegarki cale z tworzywa sztucznego z wielkimi kopertami o dziwacznych kolorach i jeszcze dziwniejszych cenach. Tym razem w tym potopie plastiku dostrzeglam jedna sztuke z elementami metalu, co prawda z macica perlowa i svarowskim na cyferblacie, no ale jakos sie wybronil ("jakby co moge go oddac/pomysle o tym jutro/ciekawe jak wyglada w swietle dziennym"). Przychodze do domu, robie research i spadam z krzesla, co ja takiego kupilam.
A co kupiłaś? :)
OdpowiedzUsuńjakiegoś toywatcha;) w zyciu o tym nie slyszalam!
OdpowiedzUsuńNo widzisz to będziesz teraz jak Michelle Obama albo Sandra Bullock które też noszą toywatcha :) Na bogato :)
OdpowiedzUsuń